Rok po SZOKu ;)

Rok po tym jak miałam się znowu zmotywować nie jest wcale lepiej -aczkolwiek zmotywowałam się wtedy. Potem trochę mniej….. hehehe. Ale… jem na pewno zdrowo, wegetariańsko już od 17 lat, więc nic nowego, wybieram zdrowe produkty, czytam etykiety itd. I dupa blada. Wiem gdzie tkwi błąd: 5 posiłków dziennie -regularnie. To zadziałało 2 lata temu więc pewnie zadziałałoby i teraz. Szukam czasu :) Bo zwykle jem śniadanie, potem w pracy obiad jakiś niewielki a wieczorem hulaj dusza wygłodzony człowiek dociera do mekki w kuchni i zżera fastfudy domowe czyli kanapki, bo najszybciej. Albo inne resztki z poprzedniego dnia.

Za to biegam od kilku miesięcy w soboty skoro świt po 5-8 kilometrów. Jestem zaskoczona, bo nie lubiłam nigdy przenigdy biegania!

Zaczęłam od jednego biegu . taki tam spontan, bo ładna pogoda akurat była. Psa na smycz i polecieliśmy 2 kilosy. Za tydzień 3, potem 4 i tak doszłam do 9ciu (póki co jeden raz). Czasami przy 3cim kilometrze łapie mnie niezły kryzys i sobie przystanę, pokontempluje 10 sekund i dalej jadę. I tak „dobra, to chociaż do 5″, „no dobra, to jeszcze chociaż żeby 6 było„, i czasami wychodzi 8 i nawet 9. Tempo spokojne -zwykły bieg psich łap, około 7,30-7,50 min/km. (Podziwiam tych co dają radę 4,5 min/km!)

Często-gęsto jeszcze w tygodniu rano (jak wstanę przed szóstą -tu jest haczyk ;)) jadę z P90x i P90X3 -mam ulubione treningi i sobie sama mieszam w nich jak mi pasuje.

Najbardziej lubię: Plyometrics, YogaX, Arms Biceps Triceps, ABRipper, Legs and Back (ale z tego bardziej Legs) z P90 X oraz Triometrics, Total Synergistics, Yoga, DynamiX z P90X3.

Pewnie na plecy tez bym bardziej lubiła gdybym mogła ćwiczyć a nie mam ani drążka ani taśm, linek czy jak się to dziadostwo zwie (nie mam gdzie przyczepić).

No i się zawzięłam, że muszę przynajmniej raz w tygodniu robić mostek -bo czuję się jak kawał drewna. Ale jak zrobię to Ho!ho! jak kobieta guma. I niby to takie oczywiste ale ja nadal zdziwiona jestem jak dziecko: Ćwiczenie daje efekty! Wychodzi mi lepiej niż wczesniej 😉

I jak już się tak gnę i wyginam to sobie myśl: cholera, a jakby bez tego miszelena wychodziło! Ze sto razy lepiej! Może się kiedyś dowiem… :)

 

[55] SZOK!

Myślę tak: nie ma kiedy ćwiczyć (lepiej pospać rano), nie ma kiedy diety pichcić a więc i trzymać. Dupa rośnie. No to co ja będę pisać, że nic się nie dzieje? To i nie zaglądam (czasu nawet brak) a tu???? KOMENTARZY MILIONY!!! W jakim ja szoku jestem!

I myślę teraz tak: skoro zbieram się, żeby znowu się jednak wziąć i zmotywować to taki SZOK to jednak jest MOTYWATOR!

 

No to jak? Jedziemy na talię osy na Święta??? :)

[53] reaktywacja czyli p90x3

Powiem tak: bywało różnie. Ćwiczyłam nieregularnie ale jednak. Diety nie trzymałam choć wiem, że to właśnie dzięki trzymaniu diety spada 1-2 kg tygodniowo… No i nadrobiłam. Do świąt dwa kg a w poświąteczne „przecież-nie-może-się-zmarnować” kolejne dwa i to mimo 3-kilometrowego zrywu biegowego w drugi dzień Świąt.

Teraz się reaktywuję. Więcej ćwiczę niż nie ćwiczę.

Zaczęłam z P90x3 -treningi trwają 30 min., wiec nawet jak nie wstanę zbyt wcześnie to zwykle mieszczę się w widełkach „czasu do treningu”. No, akurat dzisiaj mi się nie udało… Zmieniłam dzwonek alarmu w telefonie,, żeby dzieci nie budzić. Skutecznie -obudziłam się ale drzemki już nie słyszałam i przysnęłam solidnie na godzinkę.

Co do samych treningów -zrobiła total synergistics oraz agility.  Treningi super -dynamiczne i czas szybko płynie, ledwo się można wyrobić w orientowaniu o co chodzi w danym ćwiczeniu, ale daje radę. No ale zakwasów nie ma… Jak w sobotę zrobiłam 20 minut Plyometrics z P90x to da dni nie mogłam chodzić po schodach. I to po 20 minutach! Nie całym treningu. A tu po 30 zziajana, zasapana, ale zakwas ino ino lekko w pośladku i udku.

 

[52] zastój w interesie

Tragedia: nie mam kiedy ćwiczyć. To znaczy mam wybór: albo podpierać się nosem po niedospanych nocach albo nie ćwiczyć. Mózg mówi „ŚPIJ!” mięśnie wołają o ćwiczenia. Póki co mózg wygrywa. Waga na szczęście dzięki diecie spada. Za tydzień wyjeżdżam nad morze nasze polskie bałtyckie, więc będzie przerwa i w diecie. A potem ostre postanowienie zabrania dupy w troki i pobudek skoroświtnych. Zacznę od początku p90x, bo ostatnia faza była trochę rwana i przerywana. Potem spróbujemy Lean’a.

Turbo Fire po dwóch kolejnych spotkaniach okazał się być mniej chaotyczny w moim wykonaniu a wręcz nawet odnajduje w nim jakąś logikę. Byle mieć czas to można jechać :)

[50] Turbo Fire

Na fali sukcesu postanowiłam dziś spróbować czegoś nowego i zafundowałam sobie Turbo Fire ze stajnie BeachBody of kors. Podobnoż spala tkankę tłuszczową jak nic innego i napędza metabolizm na 48 godz.

No cóż…. hmmmm…. Czytaj dalej